Bez koloru. „Mors certa, hora incerta” Tomasza Kasprzyka
Czarno-biała fotografia potrafi odebrać rzeczywistości coś, co na co dzień wydaje się oczywiste. Znika kolor i większe znaczenie przejmują światło, cień, faktura, forma. Na wystawie Tomasza Kasprzyka „Jasielska nekropolia. Mors certa, hora incerta” właśnie te rzeczy budują obraz jasielskiego Starego Cmentarza.
Nie podejmę się recenzowania fotografii Tomasza. Są fotografowie, których można opisywać przez pojedynczą wystawę, i są tacy, za którymi stoi już własny język, lata pracy i dorobek, którego nie da się sprowadzić do kilku efektownych kadrów. Tomek zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Można z jego fotografią dyskutować, można mieć własne preferencje, ale trudno nie zauważyć, że za tymi zdjęciami stoi człowiek, który wie dokładnie, po co bierze aparat do ręki. Dlatego uczciwiej będzie napisać nie recenzję, ale o tym, jak odbieram te fotografie jako fotograf. Tym bardziej że pokazano je w miejscu, którego chyba nie dałoby się lepiej dobrać do tego tematu: w dawnym domu przedpogrzebowym, kostnicy, która przez ponad 130 lat pełniła właśnie taką funkcję.
W czerni i bieli Stary Cmentarz staje się innym miejscem niż ten, który znamy z codziennego widoku. Znikają kolory kwiatów, zniczy, mchu, liści i nieba. Kamień przestaje być szary, piaskowy czy niemal biały. Zaczyna być światłem albo cieniem. Mocniej wychodzą spękania, zagłębienia liter, ślady erozji, rysy twarzy i nierówności powierzchni.
Tomasz bardzo dobrze wykorzystuje właśnie tę właściwość fotografii monochromatycznej. Nie potrzebuje koloru, żeby budować nastrój. Nie potrzebuje też fotograficznych sztuczek, które miałyby dopowiadać widzowi, że patrzy na nekropolię i powinien myśleć o przemijaniu. Ten temat jest już zapisany w materii, którą fotografuje. Czas wykonał swoją część pracy dużo wcześniej. Starł powierzchnie kamienia, uszkodził rzeźby, pozbawił niektóre twarze szczegółów, w innych pozostawił jedynie fragment dawnego wyrazu.
Szczególnie mocno działają tu twarze. Chrystus, anioły, postacie z pomników, portrety nagrobne. Czerń i biel odbiera im trochę dosłowności. Światło modeluje policzki, oczodoły i dłonie, a cień potrafi ukryć część formy. Kamienna rzeźba zaczyna momentami funkcjonować niemal jak portret.
I tutaj pojawia się to, o czym podczas wystawy mówił sam Tomek, energia miejsca. To określenie można łatwo sprowadzić do pustego hasła, ale w dawnym domu przedpogrzebowym rzeczywiście trudno od niego uciec. To nie jest neutralna sala wystawiennicza. Jej ściany, proporcje, światło i historia cały czas pracują razem ze zdjęciami. Do tego bohaterowie tych fotografii znajdują się dosłownie kilka czy kilkadziesiąt metrów dalej.
Fotografując wystawę, sam szybko zacząłem ograniczać kolor. Pełna paleta za bardzo odciągała moje zdjęcia od tego, co znajdowało się na ścianach, a zupełna czerń i biel zbyt łatwo zbliżała je do samych prac Tomasza. Zostałem więc gdzieś pomiędzy. Kolor prawie znika, ale nie całkiem. W paru miejscach zostaje wystarczająco mocno, żeby przypomnieć, że moje kadry powstały już po tej stronie fotografii – w przestrzeni wystawy, pośród ludzi, znaków i rzeczy, które nadal mają swój własny kolor.
Nie chciałem przy tym stylizować dokumentacji na fotografie Tomka. To byłoby zbyt łatwe i chyba zwyczajnie nieuczciwe wobec jego prac. Bardziej interesowała mnie zgodność tonu niż podobieństwo. Jego fotografie mogą pozwolić sobie na pełną monochromię. Moje pokazują także otoczenie, światło wnętrza, fragmenty plansz, ludzi i wszystko to, co działo się wokół. Ograniczenie koloru pozwoliło te dwie warstwy zbliżyć, ale nie pomylić.
W zwykłej galerii czarno-białe fotografie można odciąć od ich otoczenia. Powiesić na czystej ścianie, dobrze oświetlić i pozwolić im funkcjonować wyłącznie jako obrazom. Tutaj tego rozdzielenia właściwie nie ma. Zdjęcie nagrobka jest jednocześnie fotografią konkretnego obiektu, który nadal stoi za drzwiami dawnej kostnicy i nadal podlega działaniu czasu. Być może wygląda już trochę inaczej niż w chwili wykonania zdjęcia.
To zresztą nie jest przypadkowy temat w twórczości Tomasza. Do jasielskiego Starego Cmentarza wraca od lat, fotografując go w różnych porach roku, w różnym świetle i na kolejnych etapach jego przemian. Pokazywał już fotografie tej nekropolii między innymi na wystawach „Hic Transit Gloria Mundi” i „Tempus fugit”. „Mors certa, hora incerta” nie wygląda więc jak projekt zrealizowany podczas kilku spacerów z aparatem. Widać w nim znajomość miejsca i jego detali, ale przede wszystkim ogrom czasu, jaki autor temu miejscu poświęcił.
Fotografowanie cmentarza daje przy tym mnóstwo gotowych symboli. Krzyż, znicz, opadłe liście, figura anioła, światło przebijające przez drzewa. Bardzo łatwo zbudować z tego obraz efektowny, ale przewidywalny. U Tomasza znacznie ciekawsze są momenty, kiedy kadr sprowadza się do fragmentu rzeźby, twarzy, ręki, pękniętego kamienia albo układu światła na powierzchni nagrobka. Wtedy cmentarz przestaje być tylko tematem zdjęcia. Zostaje forma, materiał i czas zapisany w kamieniu.
Czarno-biała fotografia dobrze znosi takie uproszczenie. Nie udaje rzeczywistości. Od początku jest jej interpretacją. Fotograf wybiera nie tylko kadr, ale też to, jak daleko pójdzie w kontrast, ile szczegółu zostawi w cieniu, co wydobędzie światłem i gdzie pozwoli czerni przejąć część obrazu. Przy fotografii nagrobnej działa to szczególnie mocno, bo sfotografowany kamień coraz mniej przypomina przedmiot, a coraz bardziej znak.
Jako fotograf mam przy takich wystawach jeszcze jeden odruch: zaczynam rozbierać zdjęcia technicznie. Światło, kadr, ogniskowa, kontrast, moment. Tutaj dość szybko przestałem to robić. Nie dlatego, że warsztat przestaje mieć znaczenie, ale dlatego, że nie wychodzi przed fotografowany temat. Zdjęcia nie krzyczą techniką.
I chyba właśnie to najbardziej podoba mi się w „Mors certa, hora incerta”. Czerń i biel nie służy tutaj do sztucznego postarzenia obrazu ani do robienia z cmentarza miejsca bardziej „mrocznego”, niż jest w rzeczywistości. Jest naturalnym językiem tych fotografii. Zostawia światło, kamień, cień, fakturę i ślady czasu.
Reszta jest już kwestią tego, ile koloru naprawdę potrzeba, żeby coś jeszcze pozostało współczesne.
Jeśli chcecie zobaczyć wystawę
„Mors certa, hora incerta” można oglądać w dawnym domu przedpogrzebowym – kostnicy na Starym Cmentarzu przy ul. Zielonej w Jaśle. Wystawa jest dostępna codziennie w godzinach otwarcia nekropolii.
Najprościej wejść na Stary Cmentarz od strony ul. Zielonej. Zaraz za bramą skręcić w prawo i przejść alejką wzdłuż grobowców. Nie trzeba umawiać zwiedzania, wystarczy wejść w godzinach, w których otwarty jest cmentarz.













































