Sztuka się nie liczy. Liczą się sztuki.
Zastanawiam się czasem, czy nie doszliśmy do momentu, w którym sztuka przestała być potrzebna. Nie zniknęła. Obrazów, fotografii, grafik i plakatów jest przecież więcej niż kiedykolwiek. Problem polega na tym, że coraz rzadziej oczekujemy od nich czegokolwiek poza tym, że po prostu są.
Kiedyś wierzyłem, że nawet najprostsza forma może nieść jakąś myśl. Że obraz może opowiadać, budować emocje, zostawiać ślad. Dzisiaj coraz częściej mam wrażenie, że liczy się wyłącznie to, aby wypełnić pustą przestrzeń. Nie ma znaczenia, czy za tym stoi pomysł, doświadczenie, wrażliwość czy przypadek. Ważne, żeby coś się pojawiło.
Nie mam na myśli wyłącznie galerii czy muzeów. To widać wszędzie. W komunikacji, reklamie, mediach społecznościowych. Obrazy przestały być zaproszeniem do zatrzymania się. Stały się elementem przepływu. Mają przemknąć przed oczami i natychmiast ustąpić miejsca następnym.
Może dlatego coraz mniej rozumiemy sztukę. A może już nawet nie próbujemy jej rozumieć. Nie oczekujemy od niej pytań ani refleksji. Nie potrzebujemy, żeby coś mówiła. Wystarczy, że wygląda.
Paradoks polega na tym, że nigdy wcześniej stworzenie obrazu nie było tak łatwe. Kilka słów wpisanych do generatora wystarczy, by po chwili otrzymać coś estetycznego, poprawnego, atrakcyjnego. Sam z tego korzystam i nie widzę w tym nic złego. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy uznajemy, że skoro obraz już istnieje, to wszystko zostało zrobione.
Być może nie żyjemy w czasach kryzysu twórczości. Być może żyjemy w czasach kryzysu potrzeby sztuki. Nie dlatego, że przestaliśmy ją tworzyć, ale dlatego, że przestaliśmy jej od kogokolwiek wymagać.
Coraz częściej odnoszę wrażenie, że nie liczy się już sztuka.
Liczą się sztuki.
Sztuka plakatu. Sztuka grafiki. Sztuka zdjęcia. Kolejna sztuka treści. Kolejna sztuka obrazu. Kolejna pozycja odhaczona na liście.
Może właśnie dlatego otacza nas tyle obrazów, a tak niewiele z nich zostaje z nami na dłużej niż kilka sekund.